Wygląda na to, że nie jesteś zalogowana.
2020-12-11T23:51:01+01:00
POWIADOMIENIA
Powiadom o
60 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Feedback o treści
Zobacz wszystkie
Barbara Pioch
Barbara Pioch
17 października 2020 11:07

Ale fajnie mi się słuchało tego nagrania 💜
Moc kalkowania 🙂 Ja często sobie powtarzałam, że nigdy nie będę taka jak moja mama. I też nie jestem:), ale kiedy pierwszy raz odkryłam, że powtarzam pewne jej zachowanie (u mnie to głównie temat wychowania dzieci) odebrałam to jako absolutna porażkę. Przecież miałam zrobić to lepiej niż ona! A tu, powtarzam sytuację których moim dzieciom nigdy nie miałam zafundować. Długi czas mnie dołowały tego rodzaju odkrycia i przerażał mnie automatyzm ich pojawiania się. Ale z czasem nauczyłam się obserwować siebie, wyłapywać te momenty i nadawać im mojego charakteru.
Ja mam dwie cudowne córki (15,17), które wręcz zmuszają mnie do przyjrzenia się takim automatyzmom:) uwielbiam momenty kiedy ja coś mówię, a one w bardzo naturalny sposób pytają, “ale dlaczego?” I to już starcza aby pomyśleć czy to co chce odpowiedziec należy do mnie czy przekazuje dalej co otrzymałam z domu.

Co do uzdrawiania naszego otoczenia na siłę.
Jak ważna jest nasza dojrzałość do usłyszenia pewnych informacji. Ja to przeżyłam. Zawsze coś mnie do rozwoju duchowego “ciągnęło”, a jednocześnie mój umysł go odrzucał. I pamiętam, że kiedy ktoś próbował mi pewne rzeczy wyjaśnić, pewne zasady działania, ja tylkk myślałam że I’m “odbiło” 😉 trudno było mi się na całą prawdę otworzyć. Nie byłam gotowa aby ją zrozumieć. Mimo wszystko takich osób pojawiało się coraz więcej i moja ciekawość tego tematu stawała się coraz głębsza, aż przyszła gotowość do zobaczenia kompleksowości tego zagadnienia. Każdy z nas potrzebuje odpowiedniego czasu na otwarcie się. Niektórym może to zająć nawet kilka żyć ziemskich i to też jest ok. Ja uważam, że trzeba się tym dzielić z innymi, bo to może im pomóc odkryć prawdę, ale nie na siłę. Bo opór, wzmaga opór.
Pozdrawiam – Baska

Barbara Pioch
Barbara Pioch
Odpowiedz  Barbara Pioch
17 października 2020 13:45

*miało być nacisk, wzmaga opór.:)

Gosia Gabryś
Gosia Gabryś
21 października 2020 10:14

Bardzo fajnie, że powiedziałyście o tej skrajności – żeby się nie odcinać od korzeni. Ja często się czegoś wypierałam co było (wzorce rodzinne) i robiłam wszystko na odwrót. Dzięki 🙂

Monika M
Monika M
24 października 2020 20:18

Mam wrażenie, że mam w sobie tak dużo do przepracowania, że aż mnie to z lekka nazwałabym przytłacza. Od pewnego czasu codziennie okazuje się, że moje słowa, moje przekonania nie są zupełnie moje. Mam wrażenie, że zupełnie się nie znam. i to mnie lekko niepokoi. Ja rozumiem, że codziennie człowiek jest inny. Ale ja przez ostatnie pół roku zakwestionowałam chyba wszystko. Muszę chyba odpocząć 🙂

Monika M
Monika M
Odpowiedz  Honorata i Sylwia
26 października 2020 14:06

Dziękuję!

Mariusz B.
Mariusz B.
25 października 2020 18:08

Jednym z moich problemów, z którym chciałbym sobie poradzić jest przeświadczenie o tym, że jestem osobą, która nie przyciąga do siebie innych. Ciężko mi nawiązać nowe znajomości a nie mam zbyt dużego grona znajomych. Po obejrzeniu tego filmu wiem , że być może problem leży w moim tacie i dziadku. Obaj byli bardzo niedostępni, nie widziałem by mój tata spędzał czas z kumlami nie mówiąc już o dziadku. Wielokrotnie słyszałem z ust chociażby członków rodziny słowa ” a kto tam lubi Twojego tatę “, ” Zobacz ilu ma znajomych ” itp. Najgorsze jest to , że moje relacje też nigdy nie były z nim za dobre. Jedno jest pewne wszystko mu wybaczyłem i nie mam żalu o nic. Chciałbym by moje relacje z innymi się poprawiły i wiem, że tak będzie.

Grażyna Maroń-Tokarz
Grażyna Maroń-Tokarz
6 listopada 2020 07:23

Ciekawe bardzo nagranie…powrót do przeszłości, do siebie z kiedyś tam. Wiele tych kopii było kiedyś, teraz natomiast utkwiło mi jedno – z takim “momentem AHA”. Wspominałam już wcześniej, że moja mama ukrywała siebie, swoje talenty, przekonania itp przed światem. (pomimo tego i tak się wyróżniała, jednak wstydziła się tego). Tego też nauczyła mnie. Żyjąc sobie w ciszy, sama ze sobą, nie rozmawiając z ludźmi (“bo przecież z obcymi się nie rozmawia”) łatwiej było obserwować innych niż pokazywać siebie. Przez długi okres czasu nikt mnie tak naprawdę nie znał, bo przecież jak miał mnie poznać gdy ja siebie prawdziwej nie pokazywałam? 😉 Trochę jeszcze czuję, że tak jest. Pracuję nad swobodną i lekką komunikacją swoich wartości, swojego punktu widzenia.

I AHA, już mnie nie dziwi, dlaczego mój brat i bratowa nie traktują mnie “poważnie”. Wyjechali za granicę gdy miałam 13 lat. Mój brak był trochę zazdrosny o młodszą siostrę (z informacji mamy). I właściwie nigdy tak naprawdę mnie nie poznał. Byłam “niewidzialna” i często “nie taka, jak brat i bratowa uważali, że powinnam być”. Nadszedł czas by dać komunikat wprost, jaka jestem, co robię, jakie są moje wartości i spojrzenie na świat.

Pozdrawiam Grażyna

Lucy
Lucy
2 grudnia 2020 21:29

Od kliku dni daję sobie czas, aby zauważyć co być może nadal kalkuje jakoś nieświadomie od znaczących w moim życiu osób i… dochodzę do wniosku, że ogromnie dużo automatyzmów mam już jakoś oswojone. Żyje zupełnie inaczej niż moi rodzice i siostra, żyje swoim trybem i z tym jest mi ogromnie dobrze. Ta wykonana praca daje jakieś zadowolenie :), ale “szału nie ma” . No właśnie – bo czy to ciągle nie za mało?
Zajrzałam do albumów z dzieciństwa, szukając jakiś inspiracji.I nagle widzę, jak wszystkie zdjęcia wyglądaj wprost perfekcyjnie (zawsze rodzinne sesje zdjęciowe były dość starannie przygotowywane) , moi bliscy pięknie ubrani. Zawsze przecież trzeba dobrze wyglądać :). Tylko jak sztucznie… Nigdy nie dostrzegałam tego dążenia do perfekcyjności na rodzinnych zdjęciach. Tak, pewne to nie tylko tyczyło zdjęć. Co więcej odkryłam pierwszy raz , ze zdziwieniem, że to wystraszone dziecko (czyli ja) na klasowych fotkach jest jednym z najładniejszych dzieci. A ja przez prawie kilkadziesiąt lat zawsze widziałam tam największą sierotę. Chyba ciągle nie wyglądam dość dobrze jak na pozowanie do zdjęć i w ogóle pokazanie się ludziom.
Niestety z tego nadal zostało – “nawet jak już coś umiesz, to czy oby na pewno jest to wystarczające, aby wyjść z tym do ludzi” . Czy to jest też kalka? Może tak…Ile rzeczy w moim życiu byłoby łatwiejsze gdym sobie na to pytanie odpowiedziała, “tak, wystarczy tyle co umiesz….”
Takie refleksje 🙂
Pozdrawiam Lucy

Katarzyna Smolka
Katarzyna Smolka
2 grudnia 2020 23:55

Dziewczyny, ja zauwazam w sobie, ze najwiecej kalkuje zachowan mojej mamy. Mysle, ze jest to naturalne, bo ona jako kobieta byla moim wzorcem. Co prawda, nie sa to zdrowe zachowania, bo wychowalam sie w rodzinie, gdzie ojciec pil…wiec mama musiala byc zbyt silna…i ja tez taka jestem…mam za duzo meskiej energii i trudno mi to zmienic…powielam te schematy…silna kobieta, ktora czuje, ze musi sama wszystko robic i z wszystkim sobie radzic…mam takie poczucie, ze ode mnie zalezy byt mojej rodzinny…za duzo biore na swoje barki…ona wlasnie taka byla o jest do tej pory…rowniez uslugujaca swoim dzieciom…niby to widze, a nie moge sie powstrzymac…czy to jest do uleczenia?

Katarzyna Smolka
Katarzyna Smolka
3 grudnia 2020 15:12

Dziewczyny, obejrzalam drugi raz nagranie i mam pytanie…rozumiem kalki i lustro w wieku doroslym, ale jak to sie ma do dzieci, ktore dopiero poznaja swiat? Biorac moj przyklad, wstyd jako dziecko za ojca alkoholika, jakie lustro mial mi pokazac, skoro dopiero budowalsm swoje wartosci? Co jako dziecko mialam ze soba zintegrowac? Jak to rozumiec? Pozdrowka!

Agnieszka Wojciechowska
Agnieszka Wojciechowska
9 grudnia 2020 22:00

Moja mama jest bardzo dobrym człowiekiem. Ale zawsze czułam od niej lęk. Moja babcia ciągle ją krytykowała, wszystko co robiła było źle. Dopiero w ubiegłym roku moja mama postawiała granice. Dlatego ja byłam zawsze chwalona.
Za każdym razem jak się spotykamy to widzę jej wady, ale widzę je jako w sobie. Nawet pocieramy tak samo dziwnie nos;) albo robimy wielki bałagan po gotowaniu;)
Ja z tym nie walczę, po prostu zauważam i cieszę się chwilą u moich rodziców, bo na co dzień mieszkamy dość daleko.
Z tatą mamy takie same ciśnienie na sport. Święta, deszcz, śnieg to my idziemy na trening. Ale poza tym to nic nie robię tak jak on.
Dostaliśmy niesamowite wsparcie od moich rodziców podczas choroby córki. Nie mówię tutaj o słowach, a o czynnych.  Uważam, że mam super rodziców, a co było nie tak z ich strony to dawno im już wybaczyłam.
Z wiekiem zrozumiałam, że trzeba uważać co mówić nawet i do siebie.
Dlatego staram się ważyć słowa;)

Agnieszka Wojciechowska
Agnieszka Wojciechowska
Odpowiedz  Honorata i Sylwia
13 grudnia 2020 19:49

Dużo w tym racji, mądre słowa;) Widzę, że jestem w tym temacie mocno zamknięta i zostawiam to do przemyślenia;)

Edyta Sztejnwald
Edyta Sztejnwald
12 grudnia 2020 08:34

W tym zadaniu po wysłuchaniu przyszły do mnie takie refleksje Ja za dziecka powiedziałam sobie że w moim domu będzie inaczej. Owszem inaczej go prowadziłam. Mój tato pił i tylko powtarzał nam, że ważne jest żeby było co zjeść z czego i przy czym i na czym się wyspać. a moja mama powtarzała Życie nie jest różami usłane , na życie nie ma recepty sama musisz ją wypisać, tam na górze masz zapisane. Ja byłam wtedy na nich zła jak tak do mnie mówili bo kojarzyłam to z ich (lenistwem i o lewactwem)
Bardzo długo nie mogłam tego zrozumieć, teraz wiem jakie wartości chcieli mi przekazać a ja się pałowałam ze wszystkim zamiast odpuścić. Lepiej później niż wcale Bo życie i tak nam da tyle ile nam potrzeba.

Monika Góźdź
Monika Góźdź
31 grudnia 2020 16:03

Ja za to musiałam się mocno zastanowić nad swoimi kalkami. Wiem, że w sferze finansowej wiele przeniosłam na siebie od mojej mamy i nad tym świadomie już pracuje od dłuższego czasu. Od taty raczej więcej mam wzorców zachowań. I coraz cześciej się na nich łapie.

Monika Góźdź
Monika Góźdź
Odpowiedz  Honorata i Sylwia
3 stycznia 2021 12:05

Nie wiem, czy to ten moduł czy wcześniejsze, ale wczoraj wieczorem, w nocy wylały się ze mnie jakieś olbrzymie pokłady emocji.
Odezwało się moje wewnętrzne dziecko i jego emocje. Emocje, które odczuwałam jako 9-10-11 letnia dziewczynka, i które poczułam wczoraj odnośnie mojego partnera, choć w ogóle nie miały z nim związku.

Czułam ogromną frustrację, złość, bezsilność, niezrozumienie. Czułam znów te same emocje, które czułam jako dziewczynka, kiedy wraz z bratem w soboty kiedy rodzice szli do pracy, mu musieliśmy wysprzątać cale mieszkanie i zrobić obiad. Cała praca spadała na mnie, bo mój brat nic sobie z tego nie robił i nie wykonywał żadnej swojej części pracy. Ja oczywiście miałam poczucie obowiązku i poczucie winy, jakbym zostawiła nieposprzątane kiedy rodzice tego oczekiwali (pamiętam jeden w odcinków waszego podcastu o tym).
Rodzice wracali, ja była zła i ogromnie zmęczona całą tą pracą i emocjami, które we mnie buzowały. Mówiłam rodzicom o tym a dla nich nie było problemu. Podobnie sytuacja miała się odnośnie prac domowych w szkole. Z bratem chodziliśmy razem do klasy i on nigdy nie wiedział co jest zadane, co robiliśmy itd. Zawsze ja musiałam mu podawać wszytko na tacy, po słowach rodziców “nie bądź taką złą siostrą, to twój brat itp”.
Wczoraj uderzyło mnie, że wtedy powinnam się zbuntować, bo może kiedy mój brat dostałby kilka uwag czy jedynek za nieprzygotowanie, brat pracy domowej itp to mógłby się czegoś nauczyć w tej sytuacji, a ja nie musiałabym robić za dwoje i czuć się tak jak się czułam.
Podobne odczucia i sytuacje dotyczyły też innych rzeczy, a tym samym “walki” ze swoimi emocjami, nie możliwością poradzenia sobie z nimi i ogólnym poczuciem bezsilności i bezradności. Wczoraj czułam to wszytko bardzo mocno.
Od razu otworzyłam zeszyt i zaczęłam na bierząco to spisywać. Bo jak napisałam na początku, zapalnikiem była sytuacja z moim partnerem, która bezpośrednio nawet jego nie dotyczyła i na szczęście nie wylałam na niego tego morza emocji i frustracji.
Sytuacja, która to otworzyła to prośba o posprzątanie kilku rzeczy, które mu zostawiłam do posprzątania, kiedy ja ogarnęłam mieszkanie, a których nie zrobił. Zrobił w tym czasie dużo innych rzeczy w mieszkaniu, a o tych zwyczajnie zapomniał i od razu zareagował jak mu o nich przypomniałam i mnie za to przeprosił.
Wszystkie te rzeczy i ten natychmiastowy wgląd w siebie, zapisanie tych emocji, pozwoliło mi nie wylać tego wszystkiego na partnera, nie męczyć się sama ze sobą i uspokoić się dzięki przelaniu tego na papier. Napisałam też list do mojego wewnętrznego dziecka, tuląc je i uspokajając.

Renja
Renja
3 stycznia 2021 16:59

od dziecka nie znosiłam kiedy porównywano mnie z moim ojcem, mówiono że jestem do niego podobna, albo zachowuję się tak jak on… jakiś czas temu odkryłam, że sama wciąż oceniam swoje zachowania i postawy czy aby przypadkiem nie zachowałam się podobnie jak zachowywał się mój ojciec… zazwyczaj oceniałam się surowo kiedy takie podobieństwa odkryłam, ale ostatnio udaje mi się to zmieniać z czego jestem niezwykle dumna! 🙂 kiedy jakiś czas temu, w podobnym stylu jak zdarzało się to mojemu ojcu ja straciłam panowanie nad sobą, powiedziałam wiele słów które potem uznałam za niepotrzebne i w pierwszym odruchu oczywiście pojawiło się to moje samobiczowanie, jednak zaraz potem przyszła taka refleksja i zgoda na to, że tak! jestem po cześci jak mój ojciec…jestem jego dzieckiem i to jaki był, jak się zachowywał i jak postępował, jakie były jego reakcje emocjonalnie.. to wszystko w jakimś stopniu ukształtowało mnie i w jakimś stopniu, naturalnie pewne sposoby reakcji przejęłam po nim… po raz pierwszy chyba przestałam zaprzeczać że jestem jego częścią a przyjęłam to z pokorą. Obiecałam sobie że nie będe się za to biczować ale będę bardziej uważna na moje sposoby reagowania, aby nie powielać tych wzorców których sama nie akceptowałam u moich rodziców… to żmudna i trudna praca, udaje się 1 raz na 10 ale za każdym razem kiedy się udaje, czuję jak bym zrobiła milowy krok w samopoznaniu i akceptacji siebie…

Innym dość długo trzymającym się mnie powielanym zachowaniem było patrzenie na życie przez pryzmat braku… typowe dla mojej mamy a z czasem też i dla mnie. Nawet kiedy nieźle zarabiałam wciąż skupiałam się na tym ze mam mało pieniędzy. Wydawanie pieniędzy było dla mnie koszmarem, robiłam to z ciężkim sercem i poczuciem straty. Dopiero podczas waszego kursu “22 dni do odbudowania relacji z pieniądzem” zdałam sobie sprawę z tego co tak naprawdę robię i skąd to się wzięło.. w pierwszym odruchu oczywiście znowu poczułam złość na Matkę i złość na siebie, że jestem taka sama jak ona, w drugim odruchu jednak znowu dopuszczam do siebie akceptację i postanowienie aby świadomie wybierać te zachowania które mi służą i nie biczować się za swoje pomyłki…

Grażyna K.
Grażyna K.
21 lutego 2021 21:09

Różne kalki przeniosłam od swoich rodziców: obowiązkowość-trzeba wszystko zrobić, praca, posprzątać dom, ugotować, poprać, zająć się dzieckiem, mężem, teściami, być grzeczną i usłużną. Inne schematy: posłuszeństwo, szacunek dla starszych bez względu na to czy na to zasługują czy nie, inni ważniejsi niż ja, moja praca mniej ważna niż praca np. męża (to teściowie), nieumiejętność stawiania granic, nieumiejętność mówienia „nie”. Ale jednocześnie rodzice uczyli uczciwości, prawości, mądrości, za co jestem im wdzięczna. Kolorowo nie było, szczególnie w małżeństwie, czułam się jakby mnie ktoś zamknął w klatce. Ale…gdyby nie to wszystko, to nie byłoby mnie tutaj. Kiedy jadę do rodziny (mieszkam daleko od nich), to nazywam to wracaniem na ziemię. Przez długie lata w ogóle nie mówiłam nikomu czym się zajmuję (wstyd przed pokazaniem siebie prawdziwej). Zaczęłam niedawno, jakieś 3 lata temu. W pracy jestem „kosmitką”, w rodzinnym domu jeszcze wszystkiego nie wiedzą, a syn mówi na to wszystko „pierdoły” i że mi odbiło. Jestem totalnym przeciwieństwem tego kim byłam kiedyś: twardo stąpającą osobą po ziemi. Chociaż temat kosmitów nigdy nie był mi obcy 😂😂😂😂.
Na początku też chciałam wszystkich naprawiać i pomagać, aż zobaczyłam totalną niechęć i opór i odpuściłam. Teraz mówię, jeśli mnie ktoś pyta o zdanie.
A temat luster jest niesamowity. Tak naprawiłam u siebie trochę rzeczy. Teraz czasami wydaje mi się, że mam znieczulicę 😀. Przekazanie komuś systemu działania luster jest trudny, bo nie rozumieją jak to działa. Tak jak mówiłyście, coś co dla mnie jest proste, to dla innych niekoniecznie.
Jeśli chodzi o samą siebie, to też uczyłam siebie kochać, lubić, chwalić, nagradzać, być leniwą (czasami przeginam), kupować dla siebie a nie tylko dla innych (tu też czasami przeginam 😉), odpoczywać, mieć własne zdanie (trudne, bo mam przeważnie inne niż pozostali), stawiać granice (jeszcze się uczę) i mówić „nie”, kiedy tak czuję, a nie na wszystko się zgadzać.
I jeszcze skrajności – ten kto się rozwija, na pewno w nie wpadnie. Żeby wiedzieć, że coś jest, trzeba też doświadczyć, że tego nie ma. Bo czymże jest ciemność? Brakiem światła.
Pozdrawiam

Anita Drzymała
Anita Drzymała
24 marca 2021 15:19

przesłuchałam z 4 razy. Dobrze się słucha…czasem zasypia 🙂
za każdym razem zamiast naczynia widzę, że sama jestem naczyniem. Póki co nie mam z tej medytacji wielkich wglądów, może jeszcze przyjdą 🙂

Anita Drzymała
Anita Drzymała
Odpowiedz  Honorata i Sylwia
25 marca 2021 21:15

Tak właśnie widzę to jak do mojego ciała lgną złote okruszki i oklejają całe tworząc powłokę jednocześnie uzdrawiając i odnawiając nie tylko ciało Ale cały kod genetyczny i nawet samą energię ….

Anita Drzymała
Anita Drzymała
26 marca 2021 10:20

Zacznę od tego , że te nagranie wiele mi rozjaśniło w głowie.I dało ogromne poczucie ulgi. Bardzo Wam za nie dziękuje.
Zawsze myślałam, że lustra to ludzie i sytuacje , które pokazują mi moje odbicie niemal jeden do jednego i było mi z tego powodu bardzo źle w tych sytuacjach i wiele nocy przez to przepłakałam…
otóż dopiero dziś zrozumiałam, że te sytuacje zdarzały się po to bym mocniej w siebie uwierzyła , ukochała i poczuła kompletność….
już wspominałam, że miałam trudne dzieciństwo bo całą młodość słuchałam że jestem nikim i nic nie warta i takie tam brednie…niby wiedziałam, że po pijaku, ale wiecie takie słowa mimo wszystko zostają w głowie. Wybaczyłam , wydawałoby się, że zrozumiałam…ale od roku zdarzały mi się sytuacje w której ludzie całkiem różni , czasem obcy, czasem nie, zachowywali się w sposób taki, że ja odczuwałam to jakby na mnie w całkiem niesprawiedliwych sytuacjach (gdzie jestem pewna, że byłam niewinna) wylewali ostatnie pomyje… i niektórzy z nich – przed którymi nie mogłam uciec, bo są np rodziną, mówili, że wcale oni tego tak nie widzą, po prostu byli pod wpływem emocji i tak im się wymsknęło – tak w uogólnieniu.
w momencie kiedy próbowalam nad tym pracować najbardziej było mi przykro,że ja mając za wartości na pierwszym miejscu szacunek, tolerancje i akceptację dla innych osób mam takie lustra – tzn. że gdzieś w głębi mam brak tego szacunku, myślałam… teraz rozumiem, że miałam zacząć budować swoją wartość we wnątrz, ukochać się i dać sobie to wszystko czego w tym moim dzieciństwie zabrakło, że wtedy te lustra przestaną istnieć bo ja będą na takie rzeczy niewzruszona i nie będą dla mnie miały znaczenia

  1. więc po pierwsze wiem już, że nie mam tych okropnych cech
  2. a po drugie wiem już jak zacząć sobie pomagać w takich sytuacjach…

a co kalkuje :
wobec siebie
zdarza mi się brać 100 srok za ogon, skaczę z jednego pomysłu do drugiego, zamartwiam się o bezpieczeństwo dzieci, męża, rodzeństwa, (niepotrzebnie) i bardzo tego nie znoszę.

wobec innych
jestem mało konsekwentna, kiedyś często dziś już co raz rzadziej krzyczę pod wpływem zdenerwowania na dzieci ( i między innymi dlatego myślałam, że te lustra to to), tylko ja nie ubliżam, nie oczerniam ani nawet nie robie krzywdy – moje dzieci wcale się tym nie przejmują, mój mąż często mówi, że bezsensownie krzyczę a skutek z tego żaden, a za dwie minuty potrafię już się nie gniewać i na wszystko im pozwolić – i że to mało wychowawcze i tylko psuje im charaktery ( i w pewnym sensie się z nim zgadzam i nieustannie nad tym pracuję )

Agnes
Agnes
26 marca 2021 13:51

Długo omijałam kartkę i długopis aby to napisać. Teraz gdy już trzymam pióro w dłoni to obie ręce i przedramiona mi drętwieją. To znane uczucie ścisku w gardle do mnie przychodzi.
Tak naprawdę to z całej rodziny kocham tylko moja córkę i kocham siebie. (a przynajmniej mam dużo współczucia i uznania wobec siebie).
Pozostali członkowie to mizerne istoty, które miały mniejszy lub większy wpływ na mój los. Odczuwam coś w rodzaju odczepienia się od klanu, z którego pochodzę. Nawet ostatnio zwerbalizowałam frazę ze : ” Wypisałam się z rodziny”. (ale zamiast ulgi przyszedł wyrzut)
Stad pisze ten list aby ugryźć to z innej strony.
Podoba mi się koncepcja, ze Dusza sama wybiera sobie rodziców. Nie żałuje, ze przyszłam akurat do Tych ludzi. ( przyszedł czas i gdzieś zaistnieć widać chciałam i miałam).
W medytacjach czasem odczuwam siebie w łonie mojej zakłopotanej życiem matki. Ale czuje, ze tak niewiele mam z nią wspólnego. Nie umiem spojrzeć na siebie ( na nas obie) tak z z zewnątrz, obiektywnie. Ta para dwóch kobiet mi jakoś nie współgra. Owszem lubię te kobietę i cenie tez za wiele rzeczy widząc i rozumiejąc jej ułomności.

W tym miejscu chce napisać o najistotniejszej naszej bolączce.
Nigdy, ale to przenigdy nie usłyszałam, żeby ktoś komuś powiedział “Kocham Cie” .
Nikt nie posługuje się tym słowem. Jest bardzo zimno i wieje mrozem, lodem, chłodem i podejrzliwością. Te lukę brakującej frazy wypełniają kropelki jakiegoś wstydu zawieszonego w eterze.
Wszystkie gardła są zaciśnięte i stremowane. Mizerota- a ja w jej środku- gramy scenariusz życia. Byle by nie okazywać czułości,byle by nie otwierać serca. Klucz gdzieś ktoś zagubił.
Dzis widzę moja matkę, która stoi na przeciwko swojej matki z bukietem szafirków i siadamy do wspólnego stołu. Na talerzach jest serwowany lód, pozory i przyzwoitość. Jest tez domieszka leku o to aby sąsiedzi nic nie gadali. Kazdy z uczestników uczty pragnie miłości ale nikt nie umie mówić o niej z odwaga. I tylko ten wstyd przed czułością tak mrozi…

W opinii mojej matki zawsze byłam “na odwrót”, zawsze byłam “inaczej”, nie zgodnie z przyjętym obyczajem. Np. odkurzacz w niedziele, igła z nitka na Boże Narodzenie, upranie na szybko bluzki w święto. Dziecko! Agnieszka! Boj ty się Boga!!
Albo skakanie po oknach dwa razy w roku aby uprać firanki.
Próżniak -słyszę od babki.
Dla mnie to wszystko banały- te obyczaje.

Obie z mama lubimy śpiewać i tańczyć. To jedyne co umiem dostrzec wspólnego.
Najbardziej irytuje mnie gdy moja matka gorszy się gdy słyszy, ze moja córka zamieszkała pod jednym dachem z kolejnym chłopakiem ( a na ślub się nie zapowiada).
Istna dulszczyzna. Nie che być Dulską. Widzę i czuje inaczej.
Wyszłam dwa razy za maż i za każdym razem na ślubie nie było mojej rodziny. Pierwszy był przed nimi ukryty, a drugi zbyt daleko aby ktośkolwiek zdecydował się na fatygę. Jedynie z córką moja jesteśmy w porozumieniu.
Żadnego z moich partnerów nie akceptowali. Mój obecny maż ma inny kolor skory jest z innej religii kultury a nawet kontynentu. A oni ze zdziwieniem i niedowierzaniem patrzą na moje obecne małżeństwo pytając:
” Jak to? I żyjecie sobie tak dobrze i zgodnie? I mówicie sobie ~Kocham~ i szanujecie się nawzajem?
Jak to się dzieje, ze nie sprawdza się nasza przepowiednia i nasze leki przed twoja Agnieszko porażka? ”

Ps. kończę ten list, zamykam oczy i otwieram świadomość. Wiem, ze jestem w procesie. Mój aktualny status wypisania się z rodziny jest przejściowy.
Chce pobyć sama ze sobą. Chce dać sobie to czego nie dostałam od nich.

Dziękuję za wysłuchanie.

Agnieszka

Kasia Milewska
Kasia Milewska
7 kwietnia 2021 00:33

Dziękuję za to nagranie.
Moja relacja z rodziną jest specyficzna, rodzice, dziadkowie, pozostali członkowie są tak różni, że lekcji od nich mam wiele. Wydaje mi się, że mam to już ruszone, to dobry czas, żeby przyjrzeć się temu bliżej. Rozpoczynam kolejny tydzień z nową lekcją. Poprzednia tak we mnie zarezonowała, że potrzebowałam prawie trzech tygodni, żeby ją odrobić. Idę powoli, w swoim tempie. Kawałek do kawałka. Dziękuję za tę możliwość.

Dorota C
Dorota C
9 kwietnia 2021 09:23

Pięknie wszystko dziewczyny tłumaczycie. Niby to wszystko już wiedziałam, ale teraz przyszła akceptacja na to, że każdy człowiek ma swoją drogę do przejścia i odpuszczenie chęci zmiany tej drugiej osoby jest najlepsze co możemy zrobić dla siebie i dla niej. Dziękuję❤️

Natalia Chas
Natalia Chas
25 maja 2021 16:22

Super nagranie dziewczyny, bardzo pomocne. Mimo, że już gdzieś wcześnej wiedziałam, że kalkuje swoje rodzinne wzorce to zawsze mnie to gdzieś bolało a nawet się za to karciłam i dopiero teraz przychodzi pozwolenie na akceptacje.
Mam nadzieje, że kolejnym razem gdy ktoś wspomni, że jestem podobna do mamy, co zawsze było dla mnie ogromnym ciosem (szczególnie, że moja mama jest alkoholiczką a ja leczę się z syndromu ”perfekcyjnej pani domu” i żeby tylko ”nie być jak moja mama”) to wierzę, że obejdzie się tym razem bez oburzeń, bez wstydu czy złości i przyjdzie na te słowa akceptacja 🙂 Dziękuje!

Magda :)
Magda :)
13 grudnia 2021 22:10

Bardzo pięknie wytłumaczyłyście, mi na ten moment było bardzo potrzebne zrozumienie tej perspektywy innych osób, właśnie z tego powodu, że chcę komuś ważnemu dla mnie pomóc i go uratować wynikają konflikty. Teraz mam jasność jak to wygląda. I faktycznie ma to miejsce u mnie tylko w przypadku tych ważnych osób, bo zależy mi, żeby szły do przodu. Teraz już wiem, że mają swoją drogę i mam to uszanować.
Dzięki za rozjaśnienie bo tzw żarówka zapaliła mi się w mojej mózgownicy 🙂
pozdrawiam serdecznie
Magda

Ewelina Wiklander
Ewelina Wiklander
17 lutego 2022 22:42

Jestem chora po spotkaniach z mama! Ciezka dla mnie lekcja!

Edyta
Edyta
11 kwietnia 2022 21:39

Intencja na ten tydzień: pozwolić innym być sobą, bez oceniania ich, bez próby naprawiania, bez mówienia co mają robić a czego nie, bez doradzania, bez mówięnia co powinni czuć; przyjęcie innych takich jacy są

Anna
Anna
19 kwietnia 2022 17:38

Przez okres świąteczny wiele w sobie widziałam z rodziny. Słuchając Was, notowałam i wiedziałam, że poczyniłam swoje notatki z tego czasu z rodziną, że każde z nich pokazało mi część mnie. Widziałam siebie w nich, jakieś części siebie. Dużo mi to dało.

Dzisiaj tak w świadomości tego na co sobie nie pozwalam ze względu na przekonania zakorzenione w rodzinie, co też pomógł mi zrozumieć przykład z rozwodem, przyszła do mnie odpowiedź. Rozpisałam to kiedyś, ale ta świadomość na nowo mi się przydała. Może będzie mi trudno wyjaśnić innym moje aktualne wartości, to kim jestem. W zasadzie założyłam ostatnio, że wcale nie muszę tego nikomu tłumaczyć, że na ten moment chcę związać się z kobietą, że to moja decyzja i potencjalnej partnerki. I że dopiero w związku podejmiemy decyzje komu chcemy o nim mówić, kiedy, ….

Gdzieś w sobie widzę drogę jaką przeszłam od totalnego wyparcia chęci związku z kobietą do akceptacji tego, mieszanej jednak z oporem. Że z jednej strony chcę, a z drugiej jestem zablokowana. W mojej rodzinie, chyba, poza mną nie ma osób, które chciałyby związać się z osobą tej samej płci. Pamiętam jak wiele lat temu tata wyznał, że takie osoby powinny trafiać do Oświęcimia. Nie wiedział, że może mówić o swoim dziecku. Dowiedział się wiele lat później. Najpierw przyjął to źle, później zdarzyło się, że wspierał mnie po rozczarowaniu uczuciowym, gdy słyszał przez telefon mój zły stan. Nie jest zachwycony moimi preferencjami, natomiast na mnie już tak nie działa jak kiedyś jakie ktoś ma oczekiwania. Kiedyś wchodziłam w relacje z mężczyznami, by nikt nie odkrył, że wolę kobiety. Czasami realnie podobał mi się mężczyzna, zakochiwałam się, ale nigdy nie dopuszczałam do siebie kogoś. Możliwe, że kobiety także bym nie dopuściła wtedy. Nie wiem. Na pewno nie byłam gotowa na taką relację, w otoczeniu w którym czułam, że nie byłabym akceptowana i ja także takiej siebie nie przyjmowałam w pełni. Myśl o kobiecie powracała. Teraz staram się budować dobrą relację ze sobą i leczyć zielenią serce. Pamiętam także jak kuzynka mocno naciskała na posiadanie chłopaka, wypytywała przy innych na ten temat, dając kąśliwą odzywkę, że chyba, że wolę kobiety (chyba nie potrafię jej zacytować, albo nie chcę, nie jestem pewna jej słów, raczej zapamiętałam pogardę do tego). Chrzestna natomiast oburzona tym, że w szkole jej syna są rysunki odnośnie lgbt zgłosiła to w sekretariacie i na pytanie co by zrobiła gdyby jej syn okazał się taki, odpowiedziała, że oddałaby go na leczenie, skoro to choroba. Kojarzyłam, że “leczenie” opierało się na elektrowstrząsach, upokarzaniu tych ludzi. Jako katoliczka sama kiedyś o tym czytałam, wypierając z siebie to kim jestem na rzecz tego co nakazywała mi religia. Tu się dużo zmieniło we mnie. Kobieta, w której się zakochałam, wyznała, że ma nadzieję, że dojrzeję do związku z mężczyzną, więc w jakiś sposób poczułam kolejny cios odnośnie tego kim jestem. Przyszło do mnie, że sama siebie takiej nie akceptowałam, więc świat mi to odbijał. Teraz jest nieco lepiej, bo najbliższa rodzina i przyjaciele, część znajomych wie i dzięki temu czuję się swobodniej w rozmowie z nimi. Problem stanowią rozmowy, w których ktoś nie wie, zwłaszcza gdy dopytuje czy kogoś mam, czy mam chłopaka. Zasadniczo to moja sprawa, natomiast mam gdzieś blokadę na mówienie tego kim jestem. Wtedy też chyba nie jestem w pełni autentyczna, zwłaszcza gdy dobieram tak słowa, żeby nie zdradzić swoich preferencji. Chociaż ostatnio spotkanie z inną kuzynką, pokazało mi, że w ogóle nie poruszyła tego tematu i czułam się swobodnie i pomyślałam, że skoro ja siebie taką akceptuję, to świat o to nie pyta. Z tą akceptacją może być jeszcze różnie, ale raczej przyjmuję siebie taką, chociaż nie lubię mówić o tym, zwłaszcza gdy przewiduję niezrozumienie po drugiej stronie, nie znam możliwej reakcji, obawiam się mówienia o mnie później. Gdy zrozumiałam, że bycie lesbijką nie wpływa na moją wartość jako człowieka, poczułam się lepiej. W jakiś sposób ulżyło mi, że przecież orientacja nie definiuje mojej wartości, że jestem wartością! Czy potrzebuję mówić o tym kogo wybieram, by być autentyczną? Czy wystarczy, że będę w tu i teraz i dopiero gdy będę, jeśli będę, w relacji związkowej z kobietą, o tym poinformuję, jeśli będę/będziemy chciały to mówić?

Renata Wichmann
Renata Wichmann
20 kwietnia 2022 11:35

Jejku, jak wiele mi to rozjaśniło. Im dalej w las tym więcej drzew. Odkryłam, dlaczego wstydzę się za innych. Bo sama mam /miałam przekonanie, że jestem do niczego. Rozbroilam je i się trzęsę, wszystko wypływa jak lawa. Dziękuję

Joanna Putkowska
Joanna Putkowska
26 kwietnia 2022 15:04

Dla mnie osobiście bardzo ważna lekcja. Nad wzorcami które powielam po swojej mamie pochyliłam się jakis czas temu, ale nie wiedziałam co z tym zrobic Wku…ło mnie to, bo już świadomie się na tych zachowaniach łapałam, ale walilam głowa w mur próbując to schować albo udawać że to tylko ten jeden raz …a teraz pragnę to zaakceptować…pracować nad tym ale z pozycji miłości a nie wojny.

Próbowałam naprawiać moją mamę. Jakim prawem? No cóż na początku drogi swojego rozwoju chyba wszystkich chciałam naprawić. Dziś podchodzę do tego z ogromną pokorą i szacunkiem że każdy ma swoją drogą. Że każdy jest ważny i że każdy jest tu gdzie powinien być.
Nie zmienię np. mojej mamy ale zmieniłam mój stosunek do niej… Patrzę na nią jak na osobę która przecież też na swoją historię….dostała pakiet przekonań i żyje tak jak umie .. Nie zrozumie mnie . To już wiem ale ma przecież prawo do własnej perspektywy. Lżej mi z takim podejściem.

Intencja na ten tydzień: obserwować siebie i innych z pełnym szacunkiem i zrozumieniem oraz cierpliwością w relacjach . Nie chcę już niczego udowadniać. Ja jeśli mam swoją prawdę to wcale nie musi ona być zrozumiała dla kogoś..

Akceptacja. Bardzo pragnę się jej nauczyć.
Pozdrawiam cieplutko

Eliza Pawlak
Eliza Pawlak
3 maja 2022 14:05

…”zobacz, czy nie wdajesz się w skrajności, przez odrzucanie swoich korzeni” – to mnie zatrzymało. Dwa pierwsze ćwiczenia mam już za sobą wykonane we wcześniejszej, “przedźródłowej” pracy. Pojawiło mi się pytanie: jak mam interpretować odrzucanie swoich korzeni? Odpowiedź: chodzi tu o odrzucenie energetyczne, niechęć do wzorców, chęć odcięcia w każdej sferze, nawet jeśli powielanie wzorca jest nieszkodliwe i wręcz dobre.
A czemu to pytanie mi się pojawiło? Bo ja od wielu lat nie mam relacji ze swoją rodziną. Świadomie i dobrowolnie odcięłam relację na poziomie fizycznym, dla swojego dobra i dobra swojego rozwoju. Ale czy to znaczy, że odcięłam energetyczne korzenie? Nie. Mam bardzo dużo dobrych wspomnień z dzieciństwa, które lubię przywoływać. Mam też te bolesne wspomnienia, które nauczyłam się traktować rozwojowo. Kalki znam i akceptuję. Czy popadam w skrajność? Już nie. Owszem, był taki etap, że tak bardzo chciałam robić inaczej, że nie widziałam, że w zapętleniu się w “inaczej” przestałam być sobą. I już tak nie jest.
Bardzo dziękuje Honorato i Sylwio za wskazanie w tej lekcji potrzeby ugruntowywania tego co moje, zauważania tego co moje, uczenia się tego co moje. Tak, to co odziedziczone po rodzinie może być fajne, dobre i potrzebne, gdy umiemy z tego skorzystać. Po prostu jest częścią naszego osobistego zasobu, który rozbudowujemy, rozwijamy i kreujemy dla siebie i swojego życia.
Z tej lekcji wyciągam to, co napisałam wyżej oraz wyraźne zauważenie, że rezygnacja z kontaktu z rodziną nie oznacza odcięcia korzeni.

Iwona
Iwona
31 maja 2022 07:45

W ogóle nie zauważyłabym tego sweterka, gdybyście o nim nie napisały 😀
Jeśli chodzi o tę lekcję, to uzmysłowiłam sobie, że od zmiany wewnętrznej narracji o mnie samej zaczęła się moja nowa droga – choć zrobiłam to raczej z poziomu instynktu samozachowawczego, niż świadomości. Większość życia, tak naprawdę odkąd sięgam pamięcią, bardzo samą siebie umniejszałam i biczowałam. I oczywiście byłam też równie krytyczna wobec innych. W pewnym momencie jednak, jakieś 10-12 lat temu, sama stałam się dla siebie nie do zniesienia. Zaczęłam powoli odpuszczać sobie i innym. Opornie to szło, a dopiero w ostatnich dwóch latach był to bardzo świadomy proces. Dziś jednak mogę powiedzieć, że w pełni czuję wolność, jaką daje akceptacja siebie i innych takimi, jakimi jesteśmy. I ostatnio, w Dzień Matki, zostałam przetestowana bardzo mocno w tym temacie – w rozmowie z mamą zobaczyłam bardzo ostro wszystkie przekonania rządzące w naszym domu rodzinnym. Siedziałam i słuchałam słów mamy, i bardzo świadomie obserwowałam, ile tych przekonań już kompletnie nie jest moich. A jednocześnie bez większego wysiłku powstrzymałam się od ,,nawracania” mamy i zaakceptowałam jej punkt widzenia i jej wybory. To było bardzo uwalniające i uświadomiło mi, jak dużo już dla siebie zrobiłam i jak bardzo zmieniły się moje relacje z innymi. I oczywiście doszło kilka punktów do mojej ,,Listy 200″ 🙂 Dziękuję za to ćwiczenie <3

Iwona
Iwona
Odpowiedz  Iwona
31 maja 2022 08:17

I jeszcze coś dopiszę w kwestii wstydu: również ostatnia sytuacja z moim synem pokazała mi, że mocno się tu pozmieniało. Kuba uczy się w technikum i postanowił wybierać sobie zajęcia na które chodzi, bo coś mu to daje, a które chce odpuścić. Gdy to odkryłam, poczułam jeszcze szczątkowe poczucie winy i wstyd ,,za niego”. Dawniej mocno naciskałabym, aby chodził na wszystkie lekcje, bo te nieobecności świadczą o mnie, że jestem złą matką i nie zajmuję się nim jak należy. Jednak teraz potrafiłam powiedzieć sobie STOP i jedynie zapytałam, czy ma świadomość, że może być nieklasyfikowany. I to tyle, reszta jest po jego stronie. Uświadomił sobie takie ryzyko, lecz co z tym zrobi, zobaczymy. Najwyżej będzie powtarzał rok. I jak sobie siedzę z tą myślą, to czuję się z tym spokojna i nie czuję wstydu ,,za niego”. Dla mnie to duży sukces 🙂

Ewelina Kaminska - Zawisza
Ewelina Kaminska - Zawisza
22 sierpnia 2022 13:15

Dziękuję za to nagranie. Chłonęłam każde słowo. Wiele kalek przejęłam od mojej mamy, nieżyjącego już taty również, tata mocno przejął je od swojego taty, a ja w niektórych sytuacjach widzę siebie w ich skórze. Jakiś czas temu, zanim jeszcze dołączyłam do Źródła bardzo, bardzo zaczęły mnie uwierać pojedyncze gesty, słowa, zachowania, które przejęłam od mojej mamy, nawet sposób w jaki układały mi się włosy po wstaniu rano z łóżka, identycznie jak mamie. Sygnałem, że coś głębiej jest na rzeczy było kiedy patrząc na siebie w lustrze i widząc tam moją mamę doznawałam uczucia obrzydzenia, niechęci, bezbrzeżnego smutku i pierwsze słowa jakie bezwiednie mówiłam do siebie to – “Nie chcę być taka jak ona”. Wiem, że to pokazuje na nieprzepracowany do tej pory konflikt we mnie samej z obrazem mamy. Intuicyjnie (a intuicja nigdy mnie nie zawiodła) dodając do tego trochę racjonalnego myślenia postanawiałam zachowywać się inaczej, chociażby w kwestii wychowania mojego syna, co mojej mamie ” nie mieści się w głowie”. Ale nie na zasadzie, że ” na złość mamie odmrożę sobie uszy” i robić dokładnie odwrotnie , tylko robić po prostu po swojemu. Wiele innych rzeczy typu, że Boga, choć wolę określenie Źródło, można szukać nie tylko w kościele, bo przecież przez 45 lat , a tyle mam- tam byłam zawsze. Mama zaleciła mi terapię, bo przecież jestem DDA i jestem chora. Terapeuta uświadomił mi, że jestem zdrowa, ale od dziecka całe moje życie byłam notorycznie i regularnie zostawiana, przez mamę i tatę. Kiedy zaczęłam walczyć o siebie i szukać siebie spotkało się to ze zdecydowaną reakcją mojego najbliższego środowiska, męża, mamy wg których stałam się egoistką, ” myślę tylko o sobie”, ” dla siebie liczę się tylko ja i nic więcej” i ” na pewno zmanipulowałam terapeutę”. Teraz jestem tu, w Źródle. Praca nad sobą jest bardzo ciężka, a ilekroć wydaje mi się , że już coś zaczynam rozumieć, wydarza się taka sytuacja, która zwala z nóg i karze głębiej wejść w siebie, zobaczyć co jest jeszcze do przytulenia. Co do kalek od mamy : planowanie, rozpisywanie w kalendarzach zadań, celów, itd., skłonność do nadmiernych porządków, nieumiejętność odpoczywania a jeśli już to związane z tym poczucie winy i uciekającego, straconego czasu. To tyle jeśli chodzi o kalki. Jeśli chodzi o wartości, które mama we mnie zaszczepiła to : poczucie estetyki, właśnie upodobanie do organizowania w sposób estetyczny przestrzeni wokół siebie, ciągłe uczenie się, rozwój, wszechstronność, wrażliwość , zaradność, ciekawość świata , “pęd do wiedzy”, dużą aktywność i energię życiową, pracowitość. To co świadomie odrzuciłam i w spokoju mówię NIE to : postawa męczennika, przekonanie , że życie to męka, przekonanie głośno, cyklicznie wypowiadane , że ” chciałabym już umrzeć” ( co mnie zadziwia, bo po śmierci taty mama odzyskała spokój, ma nowego partnera, podróżuje, ma grono znajomych, jest zdrowa, aktywna, ma pieniądze). Mówię NIE obgadywaniu , dwulicowości, postawie pt.” wszyscy muszą mnie lubić”, mamy przekonaniu co do męskich i kobiecych ról w rodzinie. Kalki, w których widzę mojego tatę to : ogromna impulsywność, reakcje na sytuacje drogowe kiedy jadę samochodem 🙂 , (wtedy mam wrażenie, że po prostu siedzi we mnie i mówi moim głosem), nie wiem skąd – ale rozdrażnienie delikatnie mówiąc, jeśli ktoś robi coś wolnym tempem (tu się bardzo zastanawiam, bo u niego to była automatyczna reakcja jak ktoś się guzdrał, ja mam identycznie i choć nie wybucham na zewnątrz już tak jak kiedyś, to w środku istny wulkan, wkurw i cała łacina podwórkowa świata). Jest to dla mnie bardzo intrygujące i ciekawe jak mocno to wlazło we mnie i czemu. Próbuję to przepracować na zasadzie lustra, ale albo mnie to trzyma za mocno i nie widzę perspektywy albo muszę to odpuścić na jakiś czas. Mimo pracy nad sobą, to jedna z tych rzeczy u ludzi, która doprowadza mnie do obłędu: powolne ruchy, nieogarnięcie życiowe, długie namyślanie się, problem z podjęciem decyzji, “rozmemłanie życiowe”. I tu jeszcze jedna kwestia- nie wiem czy dziwna czy nie, ale moja i prawdziwa. Nie czuję z tego powodu na tym etapie poczucia winy. Myślę, że tą kalkę na razie przy sobie zostawię, choć bywa kłopotliwa, ale mam wrażenie, że jakoś mi służy lub zapewnia więź z nieżyjącym już tatą. Z wartości przekazanych od taty (wiem, to nie kalki) to ogromna wrażliwość na muzykę, przyrodę, zwłaszcza góry, zwierzęta, wartość edukacji , podróży, które wpajał mi tata. Ogólnie dziwna historia. Całe życia mama wmawiała mi , że generalnie większość moich problemów życiowych i to, że trzeba mnie naprawić bo gdzieś się posułam to wina taty. Nigdy nie potrafiłam do końca w to uwierzyć, pamiętam cierpienie ogromne z jego strony, ale teraz do mnie dotarło, że nawet jak je wyrządzał to nie owijał tego w papierek męczeństwa, działania dla naszego dobra czy innych szlachetnych pobudek. Był katem, zachowywał się jak kat, mówił jak kat ale nie udawał, że nim nie jest. Porozumienie dusz mieliśmy zawsze. Już nawet nie czuję do niego żadnego żalu. Już dawno. Czasem tęsknię i często mówię do niego. Z biegiem lat i wzrostem świadomości widzę natomiast, że jego obraz zbudowałam na słowach mamy, zero-jedynkowych, która opuściła mnie w życiu tak wiele razy dosłownie i w przenośni, że zablokowałam się na miłość do niej i od niej. Jestem na początku drogi, czuję wdzięczność, że przekazała mi tyle wartości i cech pomocnych w życiu, że dbała o mnie i brata, zapewniała nam poczucie bezpieczeństwa, ale potrafiła jej tez bardzo nadszarpnąć. Wiem, których słów , zachowań nie chcę kultywować, ale moja wewnętrzna relacja z nią i obserwacja siebie pewnie będzie z gatunku “never ending story” :). No cóż, jestem gotowa, jeśli tylko mam odkryć siebie, choć emocjonalnie na razie chaos i mętlik. Ale uczę się już z tymi emocjami nie walczyć, a wizualizacja przepuszczania ich przez siebie bardzo, bardzo pomaga. Mam jeszcze jedno pytanie, czy jeśli odkryłam swój cień , w tym wypadku właśnie impulsywność ( u mnie = impulsywność, reaktywność, pomieszanie gniewu, chęci do szybkiego działania plus odwaga ) to czy mogę go świadomie wywołać w danej sytuacji, np. w obliczu zagrożenia, czy zaznaczenia granicy. Ostatnio byłam w takiej sytuacji, która wymagała mojej szybkiej, odważnej i zdecydowanej reakcji, ale musiał za tym iść ” wkurw” , inaczej by nie zadziałało. Wtedy , pierwszy raz w życiu zwróciłam się do miejsca na dnie serca i powiedziałam: “Wychodź, teraz Cię potrzebuję” . To były mikrosekundy, moja reakcja była skuteczna a ja czułam się bardzo dobrze, ale zupełnie inaczej niż zazwyczaj, spokojniej, bo miałam wrażenie, że wyjęłam z siebie ciemny kawałek duszy, poprosiłam go o pomoc a on poczuł się po tym spokojniejszy. Wiem, ze to chaotyczny opis, ale tak to czułam. Czy cień może być moim sprzymierzeńcem? Czy to był mój cień? Przepraszam, za taką epopeję. Samo tak wyszło.